Z ostatniej chwili

26 stycznia Ogólnopolski Dzień Transplantologii

2026-01-26 18:53:38 informacje
img

W minionym roku miało miejsce w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Najświętszej Maryi Panny blisko 5 pobrań narządów od zmarłych dawców. Najczęściej do przeszczepów pobierane są nerki, wątroba, serce. Najrzadziej natomiast płuca, bo przy nich mamy mocno wyśrubowane kryteria. Uratowanych dzięki transplantologii mogłoby być więcej, gdybyśmy byli bardziej świadomi jako społeczeństwo. Dlatego w Dni Transplantologii o transplantologii, oświadczeniach woli i nie tylko rozmawiamy z dr n. med. i nauk o zdrowiu Jolantą Majer – Szpitalnym Koordynatorem Przeszczepień.

Czym w praktyce jest praca szpitalnego koordynatora ds. transplantacji i dlaczego właśnie jest kluczowa w całym procesie przeszczepowym?

– Koordynator ma zadanie nigdy nie tracić szansy, żeby kogoś uratować. To dość specyficzny moment, bo jednocześnie mamy do czynienia z porażką, która towarzyszy rozstaniu z pacjentem – potencjalnym dawcą. Jemu nie możemy już pomóc, ale śmierć tego pacjenta to szansa. Możemy dzięki jego organom uratować życie kilku kolejnych osób. Od tego jest właśnie koordynator transplantacyjny, który zna szpital, zna pacjentów, wie, kto może się znajdować w takiej sytuacji i nie traci szansy, aby uratować kolejnych ludzi.

Jak wygląda droga „od decyzji do daru życia”? Od momentu stwierdzenia śmierci mózgu do przeszczepienia narządu u biorcy? Ważną rolę odgrywa tu czas, dlatego tak często mówi się, że w transplantologii „liczy się każda minuta”…

– Dokładamy wszelkich starań, aby szło to sprawnie i szybko. Koordynator nie ma określonych godzin pracy, bo rozmawiamy, działamy i w godzinach nocnych, i nad ranem. Ma się telefon blisko siebie 24 godziny na dobę i zawsze się go odbiera. Natomiast od momentu, kiedy pojawia się szansa na dawstwo narządów, wtedy „wszystkie ręce na pokład”. Tu ogromna rola i praca anestezjologów z ich zaangażowaniem, bo to oni zgłaszają szansę i ogromna praca w przygotowaniu dawcy. My jesteśmy szpitalem, w którym dokonuje się dawstwo, ale nie szpitalem, w którym przeszczepia się narządy. Stąd struktura hierarchiczna, praca u podstaw. Ja jestem koordynatorem szpitalnym, mam nad sobą koordynatora regionalnego, który działa na szczeblu województwa i na końcu jest koordynator centralny, który działa w Warszawie w Poltransplancie. Tam są wywieszone listy najpilniejszych osób, które w pierwszej kolejności muszą otrzymać przeszczep.

Czy każdy szpital może być miejscem dawstwa narządów, czy potrzebne są do tego szczególne warunki i procedury?

– Prawie wszystkie szpitale takim potencjałem dysponują. W jednych jest ten potencjał większy, w innych mniejszy. Zależy od struktury szpitala, od tego, czy ma oddział chirurgii, intensywnej opieki medycznej, neurochirurgii, bo to tam najczęściej zdarzają się potencjalni dawcy. Musi tu zachodzić pewien warunek, pacjent musi być wentylowany. Nie może oddychać samodzielnie, za niego musi oddychać maszyna.

Umiejętność rozmowy, empatia, tego potrzeba w rozmowie z rodziną pogrążoną w bólu i żałobie. Czy namawiacie, przekonujecie do oddania narządów, czy zachowujecie delikatność bez nacisków?

– Zawsze rozmawiamy, to są właśnie najtrudniejsze momenty, kiedy rozmawiamy z rodziną. Każdy, komu zadaje się pytanie o oddanie swoich organów po śmierci, odpowiada „tak”, ale kiedy chodzi o decyzję odnośnie kogoś bliskiego, pewność już nie jest taka duża. Bywa że nie zawsze udaje się przekonać rodziny. Naszą rolą jest wytłumaczenie, zbudowanie szansy, by uświadomić, że to ratowanie życia. Bardzo często rodzina, znając swoją bliską osobę, wie, że ona chciałaby pomagać innym także po śmierci, że była bardzo dobrym człowiekiem, że chciałaby taki dar złożyć. Prowadząc takie rozmowy, zdarza się, że czasem udaje się doprowadzić do pobrania. Bywają momenty, że rodzina jest tak ciężko sparaliżowana bólem, żalem i wszystkim, co towarzyszy tej najgorszej wiadomości o zgonie bliskiej osoby, że nie udaje nam się jej przekonać. Chociaż pod względem prawa rodzina nie ma prawa decydować o zwłokach.

Czy jest moment lub historia, która szczególnie zapadła pani w pamięć i pokazuje sens tej pracy?

– Mam wiele takich wspomnień. Moja praca polega też na wymianie doświadczeń z innymi koordynatorami, uczestnictwie w konferencjach. Tam spotykamy wiele osób, które przeszczep otrzymały. Osobiście miałam taką sytuację. Zaprzyjaźniona rodzina, przyjaciel z dzieciństwa dostał ten dar. Dostał nerkę. Chłopak długo zmagał się z chorobą, przez lata był dializowany. I właśnie z życzeniami noworocznymi od jego żony dostałam informację, że Artur jest już po przeszczepie nerki w Katowicach.

Jak zmienia się świadomość społeczna Polaków co do transplantologii – czy widać postęp na przestrzeni lat?

– Raz jest lepiej, raz gorzej. Czasem jakieś wydarzenie rzutuje niekorzystnie. Ale widzę tendencję, że dojrzałość, świadomość społeczeństwa wzrasta co do doceniania, jak cenny jest to dar. Każdy człowiek chciałby otrzymać taką szansę, jeżeli będzie chory, w potrzebie, albo jego dziecko będzie tego potrzebować. Pewnie marzy, żeby się zdarzyła taka sytuacja i żeby było można w ten sposób tego ukochanego człowieka ratować. Natomiast ważna jest świadomość zamiany ról: gdyby to dawstwo dotyczyło mnie, mojej rodziny, czy byłbym wówczas „za”. Istnieją takie formularze, oświadczenia woli, które można uzupełnić, podpisać: „W razie zgonu chciałbym, żeby moje organy posłużyły ratowaniu innej osoby”. Ważne, żebyśmy rozmawiali w rodzinach na ten temat, żebyśmy znali myśli i oczekiwania naszych najbliższych i ich stanowisko wobec transplantacji.

Co powiedziałaby pani osobom, które wahają się, czy wyrazić zgodę, by być dawcą narządów? Jakie przesłanie dotyczące transplantologii chciałaby pani dziś przekazać społeczeństwu?

– Myślę, że to dobry dzień, aby każdy z nas zastanowił się, ocenił, co na ten temat myśli i czy ma taką gotowość. Powiedzieć rodzinie, jaka jest jego wola, gdyby taka sytuacja zaistniała, czyli, że chce, by jego narządy, kiedy nie da się go już uratować, służyły i ratowały inne osoby.

 

Page generated in 0.0171 seconds.